Wybory parlamentarne 2015

  • 19 października 2015
  • wyświetleń: 1016

A. Górczyński: Polityka to nie salony

Artykuł sponsorowany:

Kończy się kolejny, siódmy już sezon polityczny w wolnej Polsce. W tym sezonie dzięki Państwa głosom wystartowałem w roli absolutnego beniaminka. Jakie są moje spostrzeżenia, jakie refleksje po tych czterech latach? Spróbuję je Państwu pokrótce przedstawić.

Artur Górczyński


POLITYKA TO NIE SALONY

Polityka to nie salony - przynajmniej ja tak to widzę. Wiem, wiem. Zaraz padnie stwierdzenie, że polityk niebywający na eventach czy w TV jest politykiem anonimowym.

A anonimowość dla polityka to rodzaj publicznej śmierci. Jest tylko jedno "ale". Ważne "ale". Czy w mediach - oprócz popularności - polityk jest w stanie zrobić cokolwiek dla swoich wyborców? Rzadko. Częściej dla siebie i poprawy własnej rozpoznawalności. Nie twierdzę, że rozpoznawalność nie jest kapitałem, ale taki kapitał trzeba jeszcze odpowiednio wykorzystać. A to już nie lada sztuka.

Są politycy, których w mediach można zobaczyć praktycznie codziennie. Jest to jednak jednoznaczne z tym, że ich życie toczy się w Warszawie. O ile zostali wybrani z tego okręgu lub okolic wówczas rzeczywiście mają szansę poradzić sobie z podziałem czasu. Tylko co, jeśli ich okręgi dzielą od Warszawy setki kilometrów? A tak jest najczęściej. Nie czarujmy się, nie można mieć wszystkiego.

Wobec tego ja wolałem skupić się na pracy w terenie. Taka działalność przyniosła mi wiele satysfakcji. Może nie "bywałem" zbyt często, ale dzięki temu spotkałem wielu ciekawych ludzi, prawdziwych pasjonatów swojej pracy, którzy z własnych środków budują ośrodek dla osób upośledzonych w Piasku (tzw. Dom Kulejących Aniołów) czy ludzi z bielskiej Fundacji "Dziecięce Marzenia". Bez względu na dalszą "karierę" polityczną lub jej brak, mam nadzieję na możliwość dalszej współpracy i wspierania tych organizacji - tak jak robiłem to dotychczas - poprzez reprezentację lub organizowanie kierunkowych imprez charytatywnych.

POLITYKA A PARTYJNIACTWO

Czy pamiętacie Państwo, jak na początku kadencji próbowałem doprowadzić do spotkania wszystkich posłów z naszego okręgu? Mój cel: wspólna walka o sprawy ważne dla regionu. Na spotkaniu pojawili się... tylko przedstawiciele mediów. Jeden z dziennikarzy przytoczył mi wówczas wyświechtany frazes: "Najważniejsze są intencje". Dlaczego tak się stało? Tłumaczenia były różne. Od braku czasu (ale czy nie jest to równoznaczne z brakiem czasu dla wyborców?) po prześmiewcze stwierdzenia, że poseł bez doświadczenia chce coś narzucić "zasłużonym". Ot, rola beniaminka, siedzieć cicho i dać się lać wszystkim starym wyjadaczom.

A jaki był powód faktyczny? Zbyt dobry pomysł, zbyt daleko idący, bo... ponadpartyjny. Tak więc nie do przyjęcia, bo przecież nie można zrobić czegoś jako reprezentacja. Należy działać wyłącznie w barwach swojego klubu. Jakże mnie to wtedy dziwiło! Jak bardzo nie dziwi mnie to dziś, choć przyznaję, irytuje podobnie.

Przez cały ten czas zmagałem się m.in. z człowiekiem, który oszukał w naszym regionie setki osób, w całej Polsce - tysiące. Ludzie pokrzywdzeni, którzy zgłosili się do mojego biura mówili jasno: - Panie Arturze, od 2004 roku żaden poseł, żadna instytucja nie była w stanie nam pomóc, a człowiek, który nas oszukał praktykuje do dziś. Przez trzy lata pukałem do wielu drzwi: od ministerstw poprzez urzędy po prokuraturę. Wiele godzin spędziłem na salach sądowych, oniemiały i porażony wymiarem wyrządzonych krzywd. Dziś wreszcie udało się postawić zarzuty samozwańczemu prawnikowi z Pszczyny. Czy gdyby działania te podjęte były wspólnie przez wszystkich posłów okręgu, nie można było szybciej doprowadzić do końca tej prawniczej tragifarsy? Oszczędzić zdrowie, a w niektórych wypadkach niestety także i życie osób poszkodowanych? Na to pytanie już nie otrzymamy odpowiedzi.

POLITYKA A SAMORZĄDY

Ponieważ współpraca z posłami okazała się niemożliwa, postanowiłem, że spróbuję nawiązać współpracę z samorządowcami. Wydawało się, że na tym polu także nie będzie łatwo, ale do momentu, gdy przedstawiciele Sejmiku Śląskiego, rad powiatów i gmin przekonali się, że beniaminek posiada jednak pewne umiejętności, a co więcej, chęć do współdziałania i gry zespołowej. Tym razem dzięki aktywnej współpracy udało się rozwiązać kilka ważnych problemów społecznych.

Naszym najbardziej spektakularnym sukcesem było, jak sądzę, zastopowanie połączenia Śląskiego Szpitala Reumatologiczno-Rehabilitacyjnego w Ustroniu ze Szpitalem w Piekarach Śląskich. Pomimo, iż dokumenty w tej sprawie zostały już podpisane i leżały na biurku Marszałka Województwa, świetnie prosperujący szpital w Ustroniu zachował swoją samodzielność. Oczywiście, byli też samorządowcy, z którymi nie było żadnych szans na współpracę. Szczególnie bielszczanie powinni wiedzieć o czym mówię.

POLITYKA W WARSZAWIE

Jako beniaminek, postanowiłem nie udawać omnibusa i skupić się na sprawach, na których się po prostu znam. Wychodzę z założenia, ze polityk, który zna się na wszystkim, pewnie nie zna się dobrze na niczym. Bardzo bliskie są mi sprawy społeczne i głównie tą dziedziną się zajmowałem. Ale podczas tej kadencji wypracowałem sobie też inną dziedzinę. Praca nad ustawą hazardową stała się moim "konikiem".

Wszyscy zapewne pamiętają skutecznie zamiecioną pod dywan aferę hazardową z 2009 i ustawę, jaka została wtedy z dnia na dzień przyjęta. Ale czy ktoś Państwa poinformował, że ta ustawa jest martwa? Co więcej, że budżet państwa traci rocznie przez tę ustawę od 6 do 8 mld zł? Nikt. Wysokie są również negatywne skutki społeczne. Na każdym rogu możemy spotkać lokale z automatami, które ponoć są nielegalne. Proszę też zauważyć, że często są one ulokowane w pobliżu szkół. Na funkcjonowaniu tej ustawy tracą kluby sportowe, traci na niej każdy z nas. Te pieniądze można by ulokować w reformie służby zdrowia, w tworzenie nowych miejsc pracy czy w dofinansowanie większej liczby posiłków w szkołach. Niestety, złożony przeze mnie projekt ustawy utknął gdzieś w "zamrażarce" sejmowej. Podobnie, jak ustawa mająca na celu ułatwienie dostępu do urzędów dla osób głuchych czy "sztandarowy" projekt ustawy o zawodzie pracownika socjalnego.

POLITYKA A ŻYCIE

Na szczęście, przyjęto moją poprawkę do ustawy, dzięki której pracownicy socjalni, często narażeni na niebezpieczeństwo w trakcie wykonywania swoich obowiązków (co pokazały także przypadki nagłośnione w ostatnich latach w mediach), będą mogli obligatoryjnie korzystać z asysty policji. Przynajmniej tyle. Mówiąc nieco nieskromnie, kilkanaście ważnych poprawek w tzw. ustawach społecznych przeforsowałem osobiście i to daje mi prawdziwą satysfakcję z pracy w Sejmie.

W tym miejscu chcę podziękować Państwu, że daliście mi możliwość pracy dla Was przez ostatnie cztery lata. Dziękuję również wszystkim, którzy pomagali mi w mojej pracy podczas sprawowania mandatu posła. Oczywiście, nie jest możliwe, aby z polityka zadowoleni byli wszyscy. Tym, którzy wyrazili swoją wdzięczność za okazaną pomoc - w formie pisemnej lub słownej - serdecznie dziękuję, ponieważ miłe słowa zawsze napędzają do dalszego działania. Tym, którzy często mówili źle i krytykowali, bez względu na okoliczności, również dziękuję. Wasze uwagi sprzyjały autorefleksji oraz hartowaniu się politycznego beniaminka. Weryfikacja nadejdzie już w październiku. Proszę o Państwa głosy.